czwartek, 14 lipca 2016

Rozdział 27








Westchnęłam cicho, oglądając kolejny odcinek anime. Dobrze, że chociaż nie odcięto nas od telewizji. Ale ileż można ją oglądać? Spojrzałam w stronę drzwi wyjściowych, przy których dalej majstrował Lee Joon. Wydawało mu się, iż jest jakimś tajnym agentem, że kombinował przy zamku z grzebieniem? Swoją drogą, grzebień? Serio? 
- Mogłeś się chociaż wysilić i znaleźć agrafkę. - mruknęłam i pokręciłam głową.
Chłopak załamał ręce i spojrzał na mnie z wyrzutem.
- I mówisz mi to teraz, kiedy ja już zdążyłem skorzystać z tylu mniej przydatnych przedmiotów? 
- Wiesz... Niecodziennie widzi się idiotę próbującego otworzyć zamek w drzwiach końcem wtyczki z suszarki do włosów. Swoją drogą, mam nadzieję, że zrozumiałeś, iż wlewanie szamponu do dziurki od klucza też było tępym pomysłem? - to mówiąc, zdobyłam się na delikatny choć szyderczy uśmiech. 
Na początku wydawało mi się, że oglądanie telewizji było tu jedyną rozrywką. Okazało się jednak, że zdołałam znaleźć coś jeszcze - złośliwe komentowanie głupoty mojego współlokatora, z którym zostałam zmuszona tu przesiadywać. Była jeszcze trzecia opcja, z której coraz trudniej było mi korzystać. 
Próba ucieczki. 
Rozwikłanie tej sprawy było zbyt trudne będąc zamkniętym wśród czterech ścian. Nie wspominając o braku kontaktu z kimkolwiek z zewnątrz. A nie oszukujmy się, umiejętności baletowe kolegi obok nie przydadzą się podczas szukania poszlak. Podejrzane było to, że porywacz nie skontaktował się z nami. Nie pojawił się, nie wyjaśnił też co mają na celu jego działania. Jeśli Lee Joon był przypadkową osobą na miejscu jego zbrodni, to dlaczego po prostu się go nie pozbył, tylko zamknął nas razem? Czy to nie odbierało mu nad nami przewagi? A może jednak za tym krył się jakiś misterny plan?
- Za dużo pytań, za mało odpowiedzi. - mruknęłam sama do siebie i wstałam z łóżka, by podejść do okna. Spojrzałam na pokrytą białym puchem okolicę. Przyjemny widok, o ile nie jest się na moim miejscu.
Już próbowaliśmy nawet zaczaić się na osobę, która przynosiła nam posiłki, ale zawsze robili to w takich momentach, kiedy nie byliśmy w stanie tego zauważyć. Przez naszą próbę zasadzki spędziliśmy jeden z poranków przy pustych żołądkach, aż do chwili, kiedy popołudniu po prostu zasnęliśmy. Rozejrzałam się znów po pokoju, jakbym tym razem miała jednak zauważyć jakieś ukryte kamery. Jeśli wiedzieli kiedy śpimy lub czuwamy, to musieli nas obserwować, prawda?
- Pójdę się wykąpać. - powiedział nagle Lee Joon, który wyjął z szafy świeży komplet ubrań, by następnie ruszyć w stronę łazienki, za której drzwiami zniknął. Nagle otworzyły się, a jego głowa wychyliła się zza framugi.
- Tylko nie podglądaj. - powiedział, jakby zobaczyć go nago było jakimś moim ukrytym pragnieniem.
- O błagam, wystarczy obejrzeć Twoje dramy, by wszystko widzieć. - mruknęłam i przewróciłam oczami, widząc jak wydyma wargi. 
Ile on miał lat, no błagam. 
Westchnęłam cicho i położyłam się na łóżku, spoglądając w sufit. Dźwięk lecącej z prysznica wody wydawał się zaskakująco nużący. Nawet nie zauważyłam, kiedy zamknęłam oczy i zasnęłam.







~






Kyane zmarszczyła brwi przeglądając wiadomości wymienione między aktorką a stalkerem. Wiedziała, że to niezbyt komfortowe szperać w cudzym telefonie, ale to przecież sytuacja kryzysowa i była skłonna wziąć potem na siebie odpowiedzialność, nie mówiąc już o przyjęciu należytej kary. 
Dzięki znalezionym informacjom już mogła wyciągnąć kilka wniosków.  Jeszcze kilka dni temu widziała także maile, które podopieczna otrzymywała, ale w tej chwili trudno jej było przypomnieć sobie całą ich treść. Musiałaby znów mieć do nich dostęp. Przygryzła dolną wargę i sięgnęła po swoją komórkę, by następnie wybrać odpowiedni numer. Odczekała chwilę, aż w końcu połączenie zostało nawiązane.
- Halo? - powiedziała Kyane, by mieć pewność, że przypadkiem nie zmyliła ją poczta głosowa.
- Kopyta Ci walooo. - odrzekła wesoło Vicky i zaśmiała się zadowolona z własnego żartu. - Co tam?
- Wiem, że spędzasz teraz czas z rodzicami, ale... potrzebuję hasła, by sprawdzić pocztę Angie. Znasz je, prawda?
- Jasne. Jak mówiłam, podała mi wszelkie hasła, zresztą... Przeważnie ma wybrane kilka konkretnych, które używa najczęściej. Kiedy wrócę, to wpiszę wszystko na jej laptopie.
- Uch, to dość pilne... możesz zrobić wyjątek i mi po prostu podać? Potem, gdy Angie wróci to wszystko sobie zmieni. A ja i tak przecież nie będę jej grzebać w prywatnych folderach.
- Przepraszam, ale mimo, że sytuacja jest poważna i czas nagli, to nie mogę tego zrobić. Prywatność mojej siostry jest ważna i wiem, że w tym momencie chciałaby, abym tak postąpiła. 
Kyane westchnęła cicho, wiedząc, że pewnie ma rację. Nie znała aktorki tak długo jak jej przyjaciele, ale zdążyła się już poznać na niektórych jej cechach, zwłaszcza tych najbardziej widocznych i wyróżniających się. 
- Rozumiem. Będziemy więc w kontakcie. W międzyczasie postaram się działać w innych kwestiach. - to mówiąc pożegnała się z dziewczynką, by wybrać kolejny numer. 






~





- Hoya... Hoya no... No otwórz oczy no... - mówił Woohyun łamiącym się głosem.
Siedział przy łóżku przyjaciela, trzymając go za rękę. Wpatrywał się w niego smutnymi oczyma z drżącą wydętą wargą.
Nala westchnęła cicho, widząc to.
- Twoje skomlenie nie wróci mu przytomności. - powiedziała spokojnie, starając się nie zabrzmieć zbyt sarkastycznie.
- No na jego miejscu też wolałbym zostać w swojej świadomości. - mruknął cicho lekarz, który właśnie sprawdzał wytyczne pojawiające się na ekranie maszyny.
- To ja może zaśpiewam? - zaproponował główny wokalista, ożywiony swą propozycją i nadzieją, która przez niego przemawiała.
- Wycie tym bardziej nie pomoże. Wiesz, że on Ci zawsze na tym etapie dokuczał, a nie słuchał z miłością. - napomknął Gyu, który stał przy NamStarze ze skrzyżowanymi na torsie rękoma. 
- No wiem, ale nawet to bym wolał... - szepnął Woohyun i spojrzał na nieprzytomnego przyjaciela.
Nala westchnęła jednocześnie z liderem. Wiadomym było, że się martwił, ale przecież tak było z każdym z nich. Wszyscy chcieli rozwiązać tę zagadkową sprawę ze zniknięciem koleżanki, a także by ich przyjaciel w końcu się przebudził. Ale same chęci czy modły w niczym nie pomogą i nie przyspieszą końca tej kwestii. Musieli działać i tak też starali się zrobić.
- Hoya... Daj jakiś znak... Cokolwiek! - zawył Woohyun.
Zaraz jednak zamilkł, bowiem palce ręki, którą cały czas trzymał drgnęły mimowolnie. Zdziwiony wokalista puścił dłoń rapera, obserwując ją z zaintrygowaniem. Sama Nala i Gyu nachylili głowy nad łóżkiem, mając nadzieję, że to znak na przebudzenie się tancerza.
Ręka Howona podniosła się gwałtownie, uderzając Woohyuna w nos i opadła bezwładnie na pościel. Chłopak złapał się za twarz i pod wpływem siły tego uderzenia przechylił się do tyłu, tym samym lądując na podłodze. Zaczęło się skomlenie na temat bólu, jaki teraz odczuwał. 
- To chyba znak. - szepnęła Nala, podchodząc do obolałego wokalisty.
- Że się przebudza? - dopytał z nadzieją Woohyun, wciąż przytrzymując nos.
- Że masz przestać wyć. - odparł Gyu.     
Główny wokalista zrobił zasmuconą minę, jednak uśmiechnął się lekko pod nosem.
- Nawet w śpiączce jest w stanie mi dokuczyć. To chyba naprawdę dobry znak... - szepnął  zadowolony.
- Tak. Jego chęć nabicia Ci guza jest silniejsza, niż moglibyśmy przypuszczać. To faktycznie dobry znak. - skwitował Sunggyu również siląc się na uśmiech.
Nala skinęła głową, zgadzając się z towarzyszami.
Może faktycznie wkrótce otworzy oczy?
Jej radość szybko została zastąpiona przez niepokój i zwątpienie.
Tylko co mu wtedy powiedzą, jeśli Angie dalej się nie znajdzie?
Jej wewnętrzną dyskusję przerwał dźwięk telefonu. Spojrzała na wyświetlacz, a widząc numer należący do Kyane, odebrała go z nadzieją, że powie jej coś, co rzuci odrobinę światła na tę sprawę. Rozmowa jednak nie przyniosła takich rezultatów jakby chciała, choć nadal istniała szansa, iż idą w dobrym kierunku. 







~






- Idziesz ze mną? - zapytał Soryong siedzącego na kanapie brata.
Ten westchnął cicho i pokręcił głową.
- Nie... Głupio mi... Nie potrafiłbym mu spojrzeć w oczy, a tym bardziej na jego nieprzytomną twarz w szpitalu. Po tym wszystkim jak go traktowałem i jak zachowywałem się wobec Angie... Mam wyrzuty sumienia. - przyznał Daeryong i spuścił głowę w oznace skruchy.
Jego brat westchnął i podszedł do niego, by zająć miejsce obok. Położył dłoń na jego ramieniu i zacisnął palce, chcąc w ten sposób pokazać, że jest dla niego wsparciem.
- Nie możesz pozwolić, by Cię to gryzło. - powiedział ciepło.
- Wiem, ale to nie takie proste. - odparł i spojrzał na brata z wdzięcznością malującą się w jego ciemnych oczach. - Jeśli poczuję się na siłach, przyjdę. - dodał.
Soryong pokiwał głową na znak zgody i zrozumienia. Nie miał zamiaru na niego naciskać. Wiedział, że w odpowiednim momencie jego brat zachowa się tak, jak powinien.  Wstał z kanapy, bowiem czas go naglił. Ruszył w stronę przedpokoju, jednak zatrzymał się, gdy dotarł do jego uszu dźwięk komórki. Wyjął ją z kieszeni spodni i zmarszczył brwi, widząc obcy numer. Przeważnie takowe ignorował, ale w aktualnej sytuacji to mogło być coś ważnego. Może w szpitalu coś się stało i kto wie, może musieli użyć tamtejszych telefonów? Dopowiadał sobie niepotrzebne historie, ale jak się miało wkrótce okazać, wcale nie pożałuje swej decyzji.
- Słucham? - odezwał się po odebraniu połączenia.
- Dzień dobry, z tej strony Park Min Sung. Jestem stróżem, rozmawialiśmy jakiś czas temu. Prosił mnie Pan o ewentualny kontakt, jeśli coś znajdę. - odezwał się w telefonie głos starszego mężczyzny. 
- Ach, tak. Tak. Dziękuję, że Pan dzwoni. Czy ma Pan dla mnie jakieś informacje? - zapytał zaciekawiony Soryong. Ekscytacja wymieszana z ciekawością i nadzieją momentalnie zawładnęła jego ciałem. Już nawet zapomniał skarcić się za to, że podał swój prywatny numer.
- Kamery zarejestrowały dwa pojazdy, które wjechały na teren planu. Tylko jeden później wyjechał. Drugi musiał najwyraźniej już zostać na tamtejszym parkingu.
- Czy zna Pan właścicieli tych samochodów?
- Niestety nie. Nie mam takiej rozpiski, ale mogę podać Panu numery rejestracyjne wozów. Nie wiem, czy to coś pomoże, ale to wciąż jakaś informacja, prawda?
- Tak, to prawda. Dziękuję. - odrzekł Soryong, by zaraz poszukać w salonie kartki i czegoś do pisania. Zanotował podane numery, upewniając się dwa razy czy dobrze usłyszał i w końcu zakończył rozmowę. Nie mógł nie pochwalić się bratu swoim odkryciem.
- Ale co dalej? - odparł Daeryong, nie bardzo przekonany.
- Coś wymyślimy. Przedyskutuję to z Kyane, może wpadnie na jakiś pomysł. - skwitował Soryong, nadal zaaferowany tą całą rozmową ze strażnikiem. 







~






Zmarszczyłam brwi, kiedy dotarł do mnie przytłumiony męski głos. Na początku wydawało mi się, że to telewizor, który zapomniałam wyłączyć. Zorientowałam się jednak, że głos był zbyt znajomy, by móc go po prostu zignorować. Uchyliłam powieki i podniosłam głowę, rozglądając się wokoło. Ile spałam? Czy Lee Joon dalej siedział w łazience? 
- Boże, ile można się kąpać... - mruknęłam niezadowolona, bo przecież ja też miałam prawo korzystać z tego pomieszczenia. A on co? Zrobił sobie z tego jakiś azyl! Podeszłam do uchylonych drzwi łazienki i już chciałam w nie przywalić pięścią, gdy zorientowałam się, że głos, który wyrwał mnie ze snu należał do Lee Joona.
- Kiedy ja już dłużej tak nie wytrzymam. - usłyszałam jego ciche stęknięcie.
Co za kretyn, gada do swojego odbicia pewnie, pomyślałam. 
- Ile? Ty chyba zwariowałeś? Wiesz, jak trudno wszystko zataić? Ona przecież nie jest głupia. Jeśli cokolwiek wyjdzie na jaw... Skończę jako karma dla ptaków, albo gorzej.
Zmarszczyłam brwi.
W pierwszej chwili chciałam tam wparować i dowiedzieć się, co on za głupoty gadał. Może miał jakąś rolę w dramie wkrótce odegrać i właśnie ćwiczył scenariusz? Ale czy wtedy nie poprosiłby mnie o pomoc, abym dostąpiła zaszczytu oglądania jego świetnej gry aktorskiej? Wystawiłam język zniesmaczona. W takich chwilach dziwiłam się, że moi przyjaciele ze mną w ogóle wytrzymywali. Kiedy wrócę, a na pewno tak się stanie, to będę musiała im wręczyć jakieś medale. 
- Wiem. Przepraszam. Nie, proszę nie rób tego. - usłyszałam błagalny głos chłopaka.
Albo był świetnym aktorem i bardzo wczuł się w swoją rolę, albo naprawdę z kimś rozmawiał. Czy byłby na tyle dobry, aby tak odegrać strach? Ale jak miałby rozmawiać z kimś w tym pomieszczeniu? Telefony nam nie działają. A może to tylko zabawa w wannie jakimiś znalezionymi zabawkami? Może jak tam wparuję, to zobaczę go siedzącego w pianie i udającego, że gumowa kaczuszka to atakująca miasto demoniczna jaszczurka? Cholera wie, co mu w głowie siedzi!
Biłam się z myślami, co zrobić.
Szybko jednak przyszła odpowiedź.
- Muszę kończyć. Za długo tu jestem. Nie chcę by się obudziła i cokolwiek usłyszała. Mogłaby nabrać podejrzeń. - usłyszałam.
Rozchyliłam usta zaskoczona.
Nie czekając na więcej, wróciłam do swego łóżka, gdzie położyłam się na boku. Postanowiłam udać, że się budzę. Po pokoju rozległo się coś, co miało przypominać moje ziewnięcie i przeciągnęłam się, niczym rozespany kociak. To był moment, kiedy Lee Joon zaczął krzątać się po łazience, aż w końcu z niej wyszedł, uśmiechając się niczym dziecko zadowolone po zabawie w piaskownicy. 
Czy ta jego dziecinna natura była jednak grą?
I czy w końcu uda mi się uzyskać jakieś wyjaśnienia zamiast dodatkowych pytań?






~





Soryong szybko podzielił się zdobytymi informacjami z Kyane. Dziewczyna czuła się niczym głównodowodzący jakąś tajną operacją. Ale czemu nie? Kto nie chciałby zabawić się w detektywa? Tylko, że to nie była gra. Tu chodziło o losy zaginionej osoby.
Westchnęła marszcząc brwi.
Musiała podsumować wszystkie aktualnie zaczerpnięte informacje. CEO miał znajomego w policji i obiecał pomóc w zidentyfikowaniu pojazdów i ich właścicieli. Vicky po powrocie ze spotkania z rodzicami udostępniła jej wgląd do poczty swojej siostry. To nadal było dla niej dość niezręczne, bo przecież jednak grzebała w czyichś prywatnych rozmowach. Z drugiej strony, to była sytuacja kryzysowa i wymagała podjęcia szczególnych  działań. Szkoda tylko, że te maile wymienione ze stalkerem niewiele jej powiedziały.
Był to mężczyzna sądząc po sposobie w jaki się wyrażał. Wiedział bardzo dużo o życiu osobistym Angie. Fakt, iż znał szczegóły dramy, w której teraz miała grać dziewczyna, niewiele jednak zmieniał. Informacja o tym serialu wyszła już jakiś czas temu, więc każdy człowiek przypadkowo czytający dany artykuł mógł to wiedzieć.  Jej relacja z Hoyą była plotką wśród gazet, choć bardzo trafna w rzeczywistości.
Zdjęcia... Mógł ją śledzić, ale żeby wejść aż na plan filmowy, to jednak wymagało posiadania przepustki, albo bycia tamtejszym pracownikiem. Ale z drugiej strony, co to za problem komuś zapłacić za zrobienie zdjęć? Nie musiał się tam pojawiać osobiście, to by było zbyt ryzykowne. Ile też gazet płaciło ludziom za wszelkie informacje, czy zdjęcia, nawet jeśli były spreparowane czy nie miały zbyt wiele wspólnego z prawdą.
Sensacja przede wszystkim.
- Aish. - stęknęła Kyane, czochrając się po głowie.
To było frustrujące.
Zdjęcia z pokoju Angie, na których widać ją w dość dwuznacznej sytuacji z Hoyą... Właściwie to jednoznacznej, ale... Wszystko wskazywało na to, że zostały one zrobione przez mini kamerę zamontowaną w figurce kota. Prezent, który dostała od Doojoona.
Zmarszczyła brwi.
Nie chciała wierzyć w jego udział w tym wszystkim. Musiało istnieć jakieś racjonalne wytłumaczenie w tej sytuacji.
Podskoczyła zaskoczona, gdy nagle rozbrzmiał dźwięk dzwoniącego telefonu. Najpierw zrobiła wielkie oczy zorientowawszy się, że jest już tak późna godzina. Nawet nie zauważyła, kiedy tak niebo pociemniało za oknami. Odebrała w końcu połączenie, by po drugiej stronie słuchawki usłyszeć głos CEO.
-  Dobry wieczór Kyane. - powiedział na przywitanie.
- Dobry wieczór.
- Dostałem już informację dotyczącą właścicieli tych pojazdów, które chcieliście sprawdzić. Pojazd, który wjechał na teren planu filmowego, jednak już go nie opuścił, należy do osoby imieniem Lee Chang Sun.
Kyane zamrugała zaskoczona.
Tak nazywał się Lee Joon. Brał udział w tej dramie, więc samochód musiał należeć do niego. Ale po co miałby tam wjechać i zostać na noc? To nie miało sensu, zwłaszcza, że podobno wyjechał do Japonii.
- Drugi pojazd należy do osoby imieniem Yoon Doo Joon.
Kyane drgnęła słysząc to imię. Zamrugała parokrotnie, nie wierząc, w to co powiedział CEO. Doojoon był na miejscu zdarzenia. I co gorsza, wyjechał stamtąd w późniejszym czasie. Czy to dawało mu szansę na wywiezienie Angie? Tak. Czy to jego była figurka kota, w której ukryto kamerkę? Tak. Czy był fanem Angie? Tak.
- Czy to możliwe...? - zapytała cicho samą siebie, chociaż nie uzyskała pożądanej odpowiedzi. Jej zwątpienie w udział Doojoona  w tym wszystkim właśnie zmalało.







~~






- Czy łazienka to Twój drugi dom? - zapytałam, spoglądając na Lee Joona, który paradował bez koszulki. Uniosłam brew, zastanawiając się, czy on naprawdę wierzył, że interesuje mnie jego abs. Niezależnie od tego jak dobrze był zbudowany, to na mnie nie działało. Westchnęłam cicho, ciesząc się, że nareszcie postanowił coś na siebie założyć.
Łączymy się w bólu z jego mięśniami brzucha, które pewnie płaczą na samą myśl o pożegnaniu ze światem, powiedziałam do siebie w głowie.
- Przecież muszę dbać o swoje ciało. Ono samo się tak nie uchowa. Poza tym... wiesz, ile trwa nakładanie tych wszystkich odżywek i kremów? - odparł z wyrzutem w głosie.
- A chłop jesteś czy baba? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie, robiąc skwaszoną minę.
Naprawdę rozumiem, ile czasu wkładają idole w dbanie o swoją cerę i ogólnie ciało. Szanowałam ich za to i zdawałam sobie sprawę, że robią to wszystko lepiej niż ja, a idąc myślą stereotypów, powinnam być w tym lepsza jako kobieta. Ale czy czasami nie przekraczają granicy?
- Przecież płeć tu nie ma znaczenia. - fuknął i zrobił zasmuconą minę.
- Oczywiście, że nie. Ale powiedziałeś to wszystko w taki sposób, jakbyś właśnie jednak miał inną płeć, niż to co masz między nogami twierdzi. - mruknęłam, po czym odetchnęłam cicho. Musiałam się opanować. - Chodzi mi o to, że jest nas tu dwoje. I kiedy Ty się taplasz wesoło w wanience, tak ja na przykład może muszę za potrzebą i dewastuję swój pęcherz. Wiesz jakie potem wynikają konsekwencje ze wstrzymywania moczu albo kału? - to mówiąc, postanowiłam wspomnieć mu o wszelkich znanych mi chorobach, które potem wynikają między innymi z takich rzeczy. Oczywiście nie dodałam, że coś takiego wychodzi przeważnie po dość długim czasie, ale nie musiał tego wiedzieć. Najważniejsze, że postanowił więcej nie przesiadywać w łazience tak długo.
Teoretycznie fajnie, ale w praktyce nawet nie o to mi chodziło. Po prostu byłam zła, że nie miałam pojęcia, co on takiego wyprawiał podczas tej dziwnej zasłyszanej rozmowy. O ile mogę to tak w ogóle nazwać.
- Kiedy spałaś, przywieźli jedzenie. Wykorzystali fakt, że byłem w łazience. Tak to bym ich złapał! Gdybym słyszał, to bym wyskoczył jak oparzony spod prysznica! - powiedział  Lee Joon z wojowniczym przekonaniem w głosie.
Spojrzałam na wózek hotelowy zapełniony jedzeniem, a potem na aktora, wciąż stojącego w pozycji bojowej.
- Tiaaaa. W babcinym czepku i ze szczotką do mycia pleców w ręce. - mruknęłam, gasząc tym samym jego zapał.
W tym tempie to ja tu spędzę Sylwestra.







~






- Dobrze, że mamy Vicky i Dongwoo. - stwierdziła Nala, obserwując jak wspomniana dwójka pochłania jedzenie postawione na stole.
- Przynajmniej potrawy nie pójdą do kosza. - potwierdził Sungyeol.
- Dobrze by jednak było, gdyby chociaż zostawili miski i talerze. - napomknął Sungjong, uśmiechając się niepewnie.
- Część potrwa może być w lodówce kilka dni, a niektóre to nawet i zamrozić mogę, ale... znowuż inne musimy jednak zjeść, nie wspominając o tym, że nie ma tyle miejsca w lodówce. Nawet w połączeniu z lodówką Infinite i Tasty byłby problem. - wyjaśniła stylistka.
- Boże, to ileś Ty tego żarcia narobiła? - spytał zdumiony Daeryong.
- Haaaaalo, puknij no się. Przecież tutaj są dwa największe żarłoki. Miałam zrobić mniej? - odparła czerwonowłosa.
- Szkoda tylko, że nie mogliśmy zrobić typowej Wigilii. - wtrącił zasmucony Soryong.
- Jak udało Ci się wyjaśnić brak kontaktu z Angie? - spytała Nala, spoglądając na dziewczynkę.
- Pofiediałam, ze jeś śniezycia w Japonii. - odrzekła sepleniąc przez zapełnioną jedzeniem buzię.
- No tak, można wtedy nagadać, że są jakieś awarie... cokolwiek. Jeśli powie się, że jest na jakimś górzystym terenie to już w ogóle. - powiedział Sungyeol, kiwając potakująco głową.
- Pytanie tylko, czy nie ryzykujemy za bardzo zdrowiem Angie? Cholera wie, co ten psychol jej zrobi... - wtrąciła Nala, splatając dłonie i przykładając je do ust.
Soryong zauważył to i zaraz chwycił jej ręce w swe własne, ściskając mocno w geście wsparcia.
- Nie martw się. Jestem pewien, że Twoja przyjaciółka nie chciałaby w to mieszać policji. Wątpliwe, by chciała źle dla wytwórni i lepiej, gdy przejdzie to po cichu. - powiedział.
Wszyscy zamilkli, kiedy do ich uszu dotarł dźwięk otwierających się drzwi. Ich głowy obróciły się w stronę przejścia kuchennego, czekając na pojawienie się w nim przybyłej osoby. Nie minęła chwila, a ich oczom ukazała się Kyane.
- Cześć! Nareszcie! - zawołał Sungyeol, który aż wstał z krzesła.
- Woooaah. Już dawno nikt tak nie cieszył się na mój widok. - powiedziała Kyane i przyłożyła rękę do klatki piersiowej, udając, że aż chwyciło to jej serce. - To taka miła odmiana. - skwitowała z udawanym wzruszeniem w głosie i otarła sztuczną łzę.
- Odmiana? - powtórzył zdezorientowany Sungjong.
- Wiecie, przeważnie Angie wita mnie czymś w stylu: "Kurwa, to zaś Ty? Wypierdalaj, nie mam zamiaru znowu jechać na jakiś plan filmowy." - zacytowała, starając się przy tym zabrzmieć jak najbardziej realistycznie.
Wszyscy parsknęli śmiechem, przypominając sobie jednocześnie, jaki temperament miała ta dziewczyna. Zaraz jednak uśmiechy zniknęły z ich twarzy, bowiem uderzyła ich szara rzeczywistość. Nastąpiła chwila ciszy, którą postanowiła przerwać Nala.
- Czy dowiedziałaś się może czegoś?
Menadżerka westchnęła cicho i odsunęła sobie krzesło, by na nim usiąść. Spojrzała na siedzenie i strzepnęła z niego frytkę, po czym zajęła miejsce.
- Maile niewiele mi dały. - wyjaśniła.
- A te numery rejestracyjne? Udało się je sprawdzić? - dopytał Soryong.
Kyane pokręciła przecząco głową.
- Jeszcze nie dostałam informacji, ale jestem pewna, że nie potrwa to długo, gdy wszystkiego się dowiemy. - odrzekła zdobywając się na delikatny uśmiech.
W myślach błagała ich o wybaczenie. Nim cokolwiek z góry założą, chciała podejść do tego sama. Doojoon już przez pryzmat wielu innych aspektów był głównym podejrzanym i to wydawało się wręcz oczywiste. I to nie tak, że postanowiła dążyć do udowodnienia jego niewinności, ale też starała się nie zakładać, że jest winowajcą. Jeśli faktycznie zrobił coś złego i był ów stalkerem, to musieli go podejść ostrożnie, aby go nie spłoszyć. A cała ta chmara jej w tym nie pomoże.
Ale to mogła zrobić dopiero za dnia.





 

~






Ledwo dzień się zaczął, a Kyane już wyczekiwała wybicia w miarę sensownej godziny. Za każdym razem zastanawiała się, która będzie odpowiednia. W końcu postawiła na dziesiątą. Już i tak dłużej nie dałaby rady wytrzymać.
 Spisała numer idola z telefonu Angie do własnej komórki i wybrała połączenie. Nie czekała jednak długo. Już po zaledwie kilku sygnałach usłyszała w słuchawce głos mężczyzny.
- Dzień dobry, z tej strony Kyane. Jestem menadżerką Angie. - przedstawiła się, nie mając pewności, jak ta rozmowa powinna przebiegać. Nie byli ze sobą bardzo blisko, ale jednak znali się już jakiś czas.
- Aaa, cześć, cześć! - zawołał w odpowiedzi, z nutką radości w głosie. - Co słychać? Jak wam święta mijają? Jeszcze raz sorki, że Beast jednak nie wzięło udziału w waszej Wigilii. Serio mieliśmy nadzieję, że się uda. - dodał ze skruchą.
- Ach, tak. Nie przejmuj się. Może innym razem. - odrzekła Kyane, uśmiechając się niepewnie pod nosem, choć wątpiła, by Angie aprobowała jej słowa. - Słuchaj, chciałam zapytać...
- A jak tam Angie? Nie odbierała telefonu, no i nie odpisała na życzenia świąteczne. - przerwał jej z przekąsem lider Beast.
- Ach... Jest w Japonii i była śnieżyca... Przewróciło słup telekomunikacyjny...
- W Japonii? To jak Lee Joon. Nie wspominał nic o śnieżycy, ale może przyszła później.
- He? Jak to?
- Rozmawiałem z nim, bo nie wiedzieliśmy co dalej z dramą. Mówił, że nie wie kiedy wróci. Wspominał coś o fajnej pogodzie, dlatego mnie zaskoczyłaś.
Kyane uśmiechnęła się niepewnie i zaśmiała niewinnie. Nie pomyślała, że chłopak mógłby się skontaktować z Lee Joonem. Na szczęście Doojoon nie wywąchał w tym żadnego podstępu.
- Ach, chciałaś o coś zapytać, prawda? - odezwał się nagle wokalista.
- Aaa, tak, tak. Pamiętasz może taką figurkę kota, którą Angie do...
- Kotek? Taaak! Podobał się prezent? Nie powiedziała mi co o tym myśli, ale wydaje mi się, że był w porządku, nie? Lee Joon twierdził, że lubi koty i, że na pewno jej się spodoba. Dobrze, że mogłem na niego liczyć i jej to zaniósł, bo tak to bym jej tego chyba nigdy nie wręczył. A żałowałbym bardzo. - odparł.
Żałowałby? Bo nie miałby jak pstrykać zdjęć? No to by się zgadzało.
- Nie przejmuj się. Najwyżej dałbyś ją komuś innemu w prezencie i pewnie też by się ucieszył.
- Ależ skąd. To było jej przeznaczone. - zaoponował.
Kyane przygryzła wargę.
Doojoon, nie pomagasz sobie!
- No w każdym razie, Angie się zreflektowała i chciała podziękować. To nie w jej stylu, by to faktycznie zrobić, ale myślę, że zachowasz to w tajemnicy między nami, prawda? - zapytała z nutką nadziei w głosie.
Musiała przecież jakoś wybrnąć z faktu, że wypytywała go o ten prezent.
Chłopak zaśmiał się w odpowiedzi.
- Jasne. Wszyscy wiemy, jaka jest. Nie ma problemu. - odrzekł rezolutnie.
- Dzięki. A słuchaj, jeszcze taka sprawa...
Kyane zamilkła na moment. Jak miała dopytać o jego wóz?
- Byłeś może ostatnio na planie? Nie widziałeś tam może gdzieś takiej zielonej bluzy z adidasa? Musiałam ją przez przypadek zostawić. Nie miałam czasu tam pojechać, więc pomyślałam, że może miałeś okazję tam być i akurat gdzieś Ci się rzuciła w oczy. - powiedziała po chwili.
- Aaaaach. Byłem tam byłem, ale nie widziałem. Ale chyba Lee Joon też tam był, nie? Widziałem jego wóz wtedy. Swoją drogą, dalej tam stoi na podjeździe. Zazdroszczę mu. - mruknął Doojoon.
- Hm? Czemu?
Po drugiej stronie słuchawki nastąpiła chwila ciszy. W końcu chłopak zaśmiał się cicho i mruknął coś niezrozumiałego pod nosem.
- Głupia sprawa, bo widzisz... Zostawiłem kluczyki w stacyjce. Wyszedłem z założenia, że nikt nic nie zrobi, ale... skradziono mi wóz.
Kyane zamrugała zaskoczona. To była najbanalniejsza wymówka, jaką mogła usłyszeć i mało przekonująca.
- Nadal go szukają. Mam nadzieję, że nie został jeszcze rozłożony na części. - dodał Doojoon i znów zaśmiał się niepewnie.
Kyane zmarszczyła brwi. Cóż za podejrzana sprawa. Doojoon wydawał się głupkowaty, ale wielokrotnie pokazywał będąc z zespołem, że ma jednak poziom inteligencji zachowany i potrafi wymyślić to i owo. Czy tym razem właśnie ją uaktywnił i postanowił wymyślić odpowiednią bajeczkę?
Możliwe.
Oj bardzo możliwe.
- Chwila. - powiedziała nagle Kyane. - Wspomniałeś, że samochód Lee Joona dalej tam jest. Ale skoro jest w Japonii, to czemu tam zostawił wóz? Pytałeś go może?
- Eee... - usłyszała w odpowiedzi.
Czyżby go zaskoczyła tym pytaniem?
- Nie pytałem. - odpowiedział Doojoon po dłuższej chwili zastanowienia. - Wiesz, co? Muszę kończyć. Wołają mnie tu żeby pomóc w szykowaniu do stołu, także tego... to pa!
- Co? Ale nic nie słychać w tle, ha-halo?
Kyane spojrzała na swój telefon, widząc, że połączenie zostało przerwane. No tego to by się nie spodziewała. Czy to nie było podejrzane? Tak jakby nie wiedział, jaką znaleźć wymówkę. Jeśli za bardzo człowiek zabrnie w swe kłamstwa, to potem może pojawić się problem. Łatwiej i bezpieczniej było mu zakończyć tę rozmowę, niżeli ją kontynuować i brzmieć coraz bardziej podejrzanie.
- Wygląda na to, że Doojoon jednak ma z tym coś wspólnego... - szepnęła zawiedziona.
Z drugiej strony, czemu ją to na początku nie przekonywało? Bo był idolem? Dlatego, że na scenie i w programach pokazywał się z dobrej i wesołej strony? Bo traktował swych fanów należycie? Przecież dzięki fanom ma zyski, które widzi w postaci pieniędzy. To jego praca. Poza nią jest zwyczajnym człowiekiem i tak samo jak inni, popełnia błędy jak i ewentualne zbrodnie. Ileż to już historii się słyszało, czy widziało artykuły o tym, jakie rzeczy wyprawia się w wytwórniach.
Seks, przymusy, narkotyki, alkohol, przemoc. Taka sama patologia jak wśród każdego z nas w społeczeństwie.
- Muszę jeszcze tylko przejść do kolejnej części tego planu i w końcu Cię złapać. - powiedziała Kyane sama do siebie i podeszła do okna, wyglądając za nie na śródmieście. Uśmiechnęła się kącikiem ust czując, że kolejny dzień przyniesie im nie tylko wiele wrażeń, ale także nowe doświadczenia.
Co więcej, była pewna, że są coraz bliżej rozwiązania tej zagadki i prędzej czy później, znajdą zaginioną koleżankę.












Woooah. Tak wiem, długo nic nie dodawałam. Mam jednak nadzieję, że większość czytelników znając moje tempo, zdają sobie sprawę z tego, że nie porzuciłabym tego bloga. Ostatnio trudniej mi było zabrać się za cokolwiek do pisania, więc cieszę się, że ten spontaniczny moment, w którym zadecydowałam coś zacząć,zaowocował faktycznym rozdziałem.
Nie obiecuję, kiedy znów coś dodam, choć mam nadzieję, że po powrocie z wakacyjnego wyjazdu podam wreszcie wyniki konkursu, który już kilka miesięcy temu był przeprowadzany. 
Nie martwcie się, nie zapomniałam o tym. :)
Pozdrawiam więc i gorąco dziękuję tym, którzy wytrwale zawsze czekają na kolejny rozdział! Jestem wam bardzo wdzięczna za tę waszą cierpliwość i mam ogromną prośbę - niech jej źródełko w was nie wygasa! <3