środa, 7 marca 2018

Rozdział 28








Dziwne uczucie, gdy obserwuje się fajerwerki z okna pokoju hotelowego, w którym zostało się zamkniętym wbrew własnej woli. Zdecydowanie wolałabym Nowy Rok spędzić w otoczeniu najbliższych.
Właśnie dlatego...
Musiałam koniecznie dorwać ten jego telefon. Do tego potrzebny był jednak odpowiedni plan. A wiadomo, że mnie na taki stać o każdej porze dnia i nocy. Czasem okazywało się to dość problematyczne, zwłaszcza teraz, kiedy od kilku dni jak już nie dłużej mieszkałam tu w jednym pomieszczeniu z Lee Joonem. Tyle czasu i nagle okazuje się, że samobójstwo można popełnić na tak wiele sposobów. Nie mówiąc o metodach zabójstwa! 
- Numer trzysta czterdzieści osiem. Jak zabić za pomocą nakrętki dezodorantu, książki i pilota do telewizora. - powiedziałam pod nosem zapisywane w notesie słowa.
Lee Joon patrzył na mnie z niepewną miną, gdy słuchał tych pomysłów. 
- Czemu mam wrażenie, że jestem potencjalną ofiarą...? - szepnął sam do siebie.
Podniosłam wzrok, patrząc na niego spod uniesionych brwi.
- Jeszcze jakieś głupie pytanie?
Chłopak pokręcił przecząco głową i wstał z krzesła. Przeciągnął się i podrapał po głowie.
- Tooo ja wezmę kąpiel. - stwierdził i ruszył w stronę łazienki. 
Nim zniknął za jej drzwiami, wychylił jeszcze głowę, pokazując na mnie palcem.
- Tak, tak, nie mam zamiaru podglądać. Człowieku, wyluzuj. Ja naprawdę mam lepsze zajęcia. - odparłam, nim zdążył cokolwiek powiedzieć. Uśmiechnęłam się i spojrzałam na zapisaną w połowie kartkę. - Na przykład metodę numer trzysta czterdzieści dziewięć.
Nie skomentował tego i słusznie. Zatrzasnął drzwi i rozpoczął swój proces kąpieli. To dało mi chwilę czasu na przeanalizowanie swej strategii, którą miałam niedługo zamiar wdrożyć w życie.
Kiedy wyszedł z łazienki, leżałam już pogrążona w głębokim śnie. Nie, poprawka. Takie sprawiałam wrażenie. Musiałam uśpić jego czujność i to był najlepszy sposób. Lee Joon bez żadnego zawahania, podszedł do łóżka i położył się na swojej połowie. Trochę czasu minęło, nim miałam w końcu pewność, że śpi. To była moja okazja. Ostrożnie podniosłam się do siadu, sięgnęłam po swoją poduszkę i przycisnęłam ją nagle do gardła chłopaka, jednocześnie siadając na nim okrakiem, by przypadkiem nie spróbował uciec. 
Rozległ się pisk pełen zaskoczenia.  Mężczyzna wybudził się i zdezorientowany popatrzył na mnie.
- A...Angie...? C-co Ty robisz? - wydukał niepewnie.
- Metoda numer dwieście dwadzieścia jeden. 
Uśmiechnęłam się szeroko.
Chłopak przełknął głośno ślinę, marszcząc brwi pod wpływem niepokoju.
- Poduszka, spinka do włosów i skórka od chleba? - spytał piskliwym głosem.
Odsunęłam nieco poduszkę, by dać mu trochę dostępu do tlenu.
- Możesz się jeszcze uratować.
Chłopak aż się zapowietrzył.
- Na-naprawdę?
Pokiwałam powoli głową.
- Gdzie telefon?
Podobało mi się to ogromne przerażenie w jego oczach. Poruszał niemrawo ustami.
- J-jaki telefon?
- Ten przez który gadasz co noc z jakimś fagasem. 
- Kto to fagas?
. . .
Westchnęłam cicho. 
- Gdzie telefon?
- Ale ja nie wiem o czym Ty...
Urwał, bowiem znów przydusiłam go poduszką.
- Gadaj zanim sama sprawdzę wszystkie możliwe kieszenie!
Aż zamachał panicznie ręką. Znów poruszał ustami, więc poluźniłam ucisk poduszki na jego gardle.
- Mo-możemy jakoś uniknąć molestowania? Czułbym się niekomfortowo, gdybyś mnie tak dotykała.
- Ale sceny łóżkowej to żeś się nie obawiał, nie mówiąc o lataniu z gołą dupą przed kamerą!
- T-to co innego, to praca i...i...
- Cholera jasna, stracę cierpliwość i będziemy zaraz przeprowadzać metodę numer sto trzydzieści osiem!
- Eeeek! Czy to gumowa kaczuszka, grzebień i koszula?
- Gadaj!
- Okej, okej! Jest pod moimi zużytymi bokserkami w łazience!
Skrzywiłam się słysząc te słowa. Kiedy zobaczył moje obrzydzenie, zaraz postanowił wyjaśnić.
- Tam byś nie zajrzała, to była dobra kryjówka!
- No ten jeden raz pogratuluję Ci sprytu. 
Puściłam go i zeszłam z niego, kierując się w stronę łazienki. Zajrzałam do środka, szukając tej jego góry brudów, o której wspomniał. Podeszłam do niej, patrząc przez dłuższą chwilę na bokserki z tak skrzywioną miną, jakbym miała zaraz zwrócić własne organy. 
- No przecież tego nie dotknę...
Rozejrzałam się w poszukiwaniu czegoś przydatnego. Oho! Znalazłam! Gąbka na kiju do mycia pleców. Pomogła mi podnieść bieliznę, ukazując pod spodem telefon. 
- Ha! - zawołałam zadowolona. 
Wzięłam w drugą dłoń jeden z grzebieni znajdujących się na półce koło zlewu i wysunęłam nim jakoś swoją zdobycz. Odrzuciłam swe gadżety na bok i złapałam za komórkę. 
Zbladłam.
- Fuuuuuuuuuuuuuuuj.
Przecież to tam leżało, a ja to teraz dotykałam. 
- Zajebię tego kto mnie tu z nim wpakował. Choćbym miała go szukać przez całe swe życie. - warknęłam, włączając komórkę. 
Zmarszczyłam brwi widząc hasło.
- Lee Joon! Jakie jest hasło?!
Odpowiedziała mi cisza.
- Gadaj, bo...
- Rok mojego urodzenia!
Zamilkłam.
- Przecież jej kurde nie znam! Mów!
Odpowiedziała mi znów cisza.
- Czy Ty pamiętasz swoją datę urodzenia?
- Pa...Pamiętam! Ale wstydzę się podać numer rocznika!
- Nie denerwuj mnie do cholery, podaj ten głupi numer! Niezależnie od tego, co powiesz i tak wiem, że masz pięć lat!
- 1988.
Wstukałam i odblokowałam telefon. Skrzywiłam się widząc na tapecie jakiś bukiet kwiatów i leżącego obok pieska. Pokręciłam głową nie chcąc znać historii tego zdjęcia. Sprawdziłam ostatnio wybierane numery. Nie był on podpisany w żaden sposób, ale skoro gadał tylko z naszym oprawcą, to warto mu wykręcić numer. 
Zaledwie dwa przyciski i usłyszałam ten charakterystyczny dźwięk oczekiwania.
- Odbierz gnoju. - warknęłam pod nosem.
Dwa sygnały. Trzeci i czwarty.
- Chyba umówiliśmy się, że to ja dzwonię, gdy jest potrzeba? Naprawdę chcesz sobie aż tak zaszkodzić?
Głos, który usłyszałam sprawił, że nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa. Zamurowało mnie. Powoli odsunęłam komórkę od ucha, rozłączając się. 
- Niemożliwe... - wyszeptałam ledwo słyszalnie.
Ja znałam ten głos. 






~






- Zniszczy mi karierę, jak nic. Zrujnuje mnie. Będę skończony.
Zmarszczyłam brwi słysząc litanię, którą Lee Joon powtarzał od dłuższego czasu. Najchętniej wygarnęłabym mu to i owo, ale mama zawsze mi powtarzała, by nie denerwować kierowcy.
- Skup się na drodze, a nie marudzisz. - powiedziałam po chwili, starając się zachować opanowany ton głosu.
Chłopak zerknął na mnie ukradkiem i pokręcił głową.
- Nic nie rozumiesz. Zapomniałaś już, czemu brałem w tym udział?
Pomasowałam skronie i oparłam potylicę o zagłówek.
- Pamiętam, ale zapewniam Cię po raz kolejny, że on Ci nic nie zrobi.
- Skąd Ty możesz wiedzieć takie rzeczy? Przecież go nie znasz. - stęknął i zmarszczył brwi.
- Zdziwiłbyś się... - szepnęłam ledwo słyszalnie.
Na szczęście ucięliśmy temat. To będzie wyjątkowo niezręczna podróż, ale musieliśmy ją przetrwać. Wiedziałam, że Lee Joon obawiał się o swoją karierę, był poddany szantażowi, ale naprawdę miałam pewność, co do swej teorii. Nasz powrót do kraju spłoszy stalkera.
- Ciekawe co u nich... - szepnęłam nagle, choć bardziej do siebie, niż do chłopaka.
Lee Joon usłyszał moje słowa i spojrzał na mnie, gdy samochód stanął na światłach.
- Nie widziałaś wiadomości, prawda?
Zerknęłam na niego pytająco.
- Może wtedy spałaś, lub się kąpałaś. Nie wiem, ale wypadek Howona wyszedł na jaw. Nie udało się go ukryć. Podobno jego stan się ustabilizował i odzyskał przytomność. Swoją drogą, niesamowite, że Twoje zniknięcie udało się zachować w tajemnicy. Nie było nawet jednej wzmianki o Tobie.
Odetchnęłam cicho z ulgą. Więc z Hoyą nie działo się nic poważnego, to mnie uspokoiło. Ale fakt, że moje zniknięcie zostało zachowane w tajemnicy? Uśmiechnęłam się delikatnie pod nosem. Najwyraźniej moi przyjaciele byli o wiele sprytniejsi, niż mogłam przypuszczać.
- A jednak uczą się od mistrza. - skomentowałam cicho własne wnioski, nie tłumacząc nic jednak swemu towarzyszowi.





~






Wzięłam głęboki wdech, stojąc przed drzwiami apartamentu, w którym mieszkałam. To było dziwne uczucie, znów się tu pojawić. Zaskakujące, jak trudno było mi wejść do środka. Wiedziałam, ile pytań usłyszę i jak głośno się zrobi. Nie dadzą mi spokoju. W końcu nacisnęłam klamkę, wchodząc do mieszkania.
- Wróciłam... - szepnęłam, choć wiedziałam, że nikt mnie jeszcze nie usłyszy.
Nie, te słowa kierowałam bardziej do samej siebie. Cieszyłam się, że ta sprawa rozwiązała się w ten sposób, a nie inny. Chociaż i tak czekała mnie jeszcze konfrontacja ze stalkerem.
Przeszłam przedpokój, nie ściągając butów, ani kurtki i przystanęłam w drzwiach salonu, gdzie siedziało TASTY, moje trzy przyjaciółki i Infinite, choć w niepełnym składzie, bowiem brakowało Howona. Wszyscy spojrzeli w moją stronę, pokazując mi przeróżne możliwe reakcje. Zdziwienie przeradzające się w niedowierzanie, lekkie oburzenie i zaraz radość, a potem okrzyki pełne ekscytacji i ten hałas tupiących po podłodze stóp, gdy lecieli w moją stronę, próbując przytulić. Wystawiłam ręce w ich stronę, machając nimi w geście prośby o opanowanie, ale nic to nie dało. Już po chwili trafiałam z rąk do rąk, odbijana niczym piłeczka kauczukowa, nie potrafiąc zrozumieć ani jednego słowa z ich strony.
- Dajcie jej odetchnąć! - stwierdził Gyu, który jako ostatni mnie przytulił.
To było zaskakująco niezręczne, ale i przyjemne uczucie. A może to przez bijące od niego ciepło? Odsunął mnie i spojrzeliśmy na siebie, posyłając sobie nawzajem delikatne uśmiechy.
- Mam nadzieję, że to nie sen i naprawdę tu jesteś. - szepnął.
- Uszczypnąć Cię? - spytałam rozbawiona.
- Dooobra, zróbcie jej miejsce. Dajcie dziewczynie tlenu. - stwierdziła Nala, za co byłam jej bardzo wdzięczna. Pomachała rękoma na znak, by wszyscy rozeszli się po salonie.
Usiadłam na kanapie i westchnęłam cicho, obserwując jak wszyscy zbierają się wokół, niczym dzieci czekające na opowieść matki na dobranoc.
- Dlaczego nie dałaś znać, że wrócisz? Myśleliśmy, że zostałaś porwana. - powiedział nagle Sungyeol.
Pokiwałam głową.
- Bo byłam. I... w pewnym sensie, dałam znać. - odparłam, uśmiechając się niepewnie. - Tylko pomyślcie trochę, co? Miałam zadzwonić do każdego z was i powiedzieć: Hej, pamiętacie, że zostałam porwana? To świetnie! Właśnie wracam, szykujcie mi obiad. - zamilkłam po tym sarkastycznym stwierdzeniu, po czym spojrzałam na siedzącą obok mnie Nalę. - Ej, a w sumie jest coś do...
- Potem Ci przygotuję. - urwała mi przyjaciółka, klepiąc po ramieniu.
- Dałaś znać? Ale my nic nie wiemy. - powiedział zdezorientowany Sungjong, który postanowił wrócić do wcześniej poruszonego tematu.
Nim zdążyłam cokolwiek wyjaśnić, Kyane wtrąciła się do konwersacji.
- Ja wiedziałam.
Wszyscy spojrzeli na nią ze zdumieniem, ale i oburzeniem.
- Angie prosiła mnie, by zachować jej powrót w tajemnicy. Wyobrażacie sobie, co by było, gdyby każdemu z osobna zadzwoniła? Macie swoje plany dnia, swój schedule, nie wspominając o zachowaniu dyskrecji. Nie sądzę, by ktoś z was zachował spokój, gdyby nagle zadzwoniła.
- W sumie... coś w tym jest. - mruknął Soryong, kiwając głową.
- No ale... no to opowiadaj. - poprosiła Vicky, która siedziała Dongwoo na kolanach.
Wyjaśniłam im, jak zostałam porwana, gdzie wylądowałam i kto mi towarzyszył, a także kto pomógł mi wrócić. Nie wspomniałam jednak, że znam winowajcę.
- Lee Joon? - powtórzył zszokowany Woohyun, który aż plasnął się dłonią w czoło.
- Sam stał się ofiarą szantażu. - powiedziałam szybko.
- Jak to? - usłyszałam w odpowiedzi od pozostałych.
Wzięłam głęboki wdech, by za chwilę przytoczyć im fragment rozmowy, którą przeprowadziłam z piosenkarzem, nim wyruszyliśmy z powrotem do Korei, choć starałam się pominąć jak najwięcej szczegółów związanych z własnymi przemyśleniami. Nie chciałam zdradzić tożsamości stalkera.






~





Wyszłam z łazienki, starając się nie zdradzać szoku, który właśnie przeżyłam. Zdążyłam trochę ochłonąć, ale pogodzenie się z tym, co właśnie odkryłam, nie będzie tak proste. Lee Joon zerkał na mnie z niepewną miną, przyciskając piąstkę do ust. Usiadłam na skraju łóżka, czując na sobie jego wzrok, ale nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego słowa.
- I... I co? - wydukał w końcu, nie umiejąc wytrzymać w swej niepewności.
- Nie zadzwoniłam. - skłamałam w odpowiedzi.
Chłopak wyraźnie odetchnął z ulgą i opadł na łóżko. Spojrzałam na niego, milcząc dłuższy moment. Przypomniałam sobie fragment rozmowy Lee Joona ze stalkerem, który zasłyszałam niedawno.
- Jak zostałeś do tego wciągnięty?
Odpowiedziała mi cisza.
- Joon, nie pomogę Ci, jeśli mi nie powiesz.
Westchnął cicho i pomasował skronie. Dziwny widok, gdy ktoś taki jak on, poważnieje.
- Szantaż. - mruknął krótko. Przyglądałam mu się wyczekująco. Musiał to zauważyć, bo westchnął i kontynuował. - Wiesz, jestem facetem, no i...
- Dobrze, że mówisz, bo do tej pory myślałam, że mam współlokatorkę. - skwitowałam sarkastycznie. Widząc jego spojrzenie pełne politowania, uniosłam brwi i zmierzyłam go wzrokiem. - Nie, serio mówię.
- Tak czy siak... spotykałem się ostatnio z pewną... aktorką. Nic między nami nie ma, właściwie na razie to tylko kwestia poznawania się. Sęk w tym, że... dostałem zdjęcia z takich spotkań. Musiał nas sfotografować. Powiedział, że jeśli nie zrobię tego, czego chce, to mogę pożegnać się ze spokojną karierą i wszystko udostępni. Nie mogłem na to pozwolić, więc... więc zgodziłem się...
Usiadłam wygodniej i obróciłam się w jego stronę, by móc przyglądać się chłopakowi. Nie robiłam tego dla przyjemności, a z szacunku do rozmówcy.
- Wiesz, że gdyby wyszła na światło dzienne informacja, że brałeś udział w porwaniu, miałbyś większe problemy, niż skandal randkowy? - spytałam dla pewności. 
Chłopak rozchylił usta, by coś odpowiedzieć, jednak zamilkł. Sądząc po jego minie, zorientował się, że mam rację. 
- Nieważne, kontynuuj. - dodałam szybko, nie chcąc zmuszać go do myślenia bardziej, niż to konieczne.
- Pamiętasz figurkę, którą dostałaś od Doojoona? - spytał, zerkając na mnie niepewnie. Przytaknęłam skinięciem głowy.  - W środku była kamera... czy aparat... nie wiem, ale miałem to przemycić do Twojego pokoju.
Drgnęłam mimowolnie. Spuściłam wzrok, przypominając sobie podesłane przez stalkera zdjęcia mnie i Howona w dość dwuznacznej, nie, jednoznacznej sytuacji, która miała miejsce w moim pokoju.
- Więc stąd miał... - urwałam, nie chcąc mówić tego na głos. - Więc to Ty odpowiadasz za porwanie?
Chłopak pokiwał potakująco głową.
- Powiedział, że chcesz się spotkać z nim w budynku, gdzie kręcimy dramę. Miałem tam pójść, ogłuszyć Cię i zabrać ze sobą do wybranego przez niego miejsca, w którym... właśnie się znajdujesz.
- Więc to Ty mnie odurzyłeś i przywiozłeś aż do Japonii?
- Tak. Nie było łatwo, ale na szczęście chloroform spisał się na medal, bo przespałaś całą drogę. - stwierdził, wyraźnie zadowolony.
- I to Cię cieszy? - spytałam, przez co zaraz uśmiech zniknął z jego twarzy i pokręcił głową na boki.
Westchnęłam cicho, po raz kolejny dzisiaj. Przynajmniej wiedziałam, na czym stoję. W każdym razie, znałam coraz więcej elementów tej układanki. Pozostało nam teraz wrócić.





~





- Czekaj, czekaj. - przerwała mi Kyane, unosząc dłoń na wysokość biustu i zmarszczyła zabawnie brwi. - Z tego wynika, że Lee Joon wywiózł Cię z kraju, ale... jego samochód był na parkingu. Przez wszystkie ostatnie dni, przez całą waszą nieobecność.
Wszyscy spojrzeli ze zdumieniem na Kyane, bowiem nie wspomniała im o tym wcześniej.
- Tak, wiem. Mówił, że zostawił je na parkingu. Tej nocy, wziął samochód Doojoona. - odparłam z zaskakująca naturalnością.
Zdumionym spojrzeniom nie było końca, jedynie zmieniały one obserwowany obiekt.
- Skradziony samochód Doojoona... więc... mówił prawdę... - szepnęła Kyane, łapiąc się za podbródek. Zmarszczyła brwi, bo coś jej jednak nie dawało w tym wszystkim spokoju.
- Co robił tam Doojoon? - spytał Woohyun.
- Nie wiem, ale Lee Joon twierdził, że stalker podał mu informację o kradzieży auta. Zapewnił, że takowe znajdzie się na podjeździe, bo zawsze ktoś jest na planie filmowym. Podobno Doojoon był na tyle głupi, że zostawił kluczyki w stacyjce, a on to wykorzystał. - wyjaśniłam.
Kyane milczała, na moment popadając w zadumę. Przypomniała sobie rozmowę z Doojoonem na temat samochodu i jak wielu wymijających odpowiedzi udzielał. Czyżby naprawdę był w to zamieszany, czy jednak znalazł się w złym miejscu o niewłaściwej porze? Jeśli tak, to czy nie jest to zbyt dziwnym zbiegiem okoliczności?
- Hej, skąd wiedziałaś, że Doojoon i Lee Joon zostawili auta na parkingu? - spytała Nala, zerkając na Kyane pytająco, tak jak zaraz reszta. Nim jednak udzieliła odpowiedzi, zrobił to za nią Soryong.
- To ten stróż, prawda? Sprawdzono jednak rejestracje pojazdów?
Kyane uśmiechnęła się przepraszająco.
- Tak, ale... musiałam to najpierw sama sprawdzić. Wybaczcie. To budziło zbyt wiele podejrzeń, nie jestem pewna, czy zareagowalibyście spokojnie na taką informację. Gdyby nagle dziesięć czy więcej osób zaczęło dopytywać i szukać, nawet media by to wyczuły. Dlatego CEO zadzwonił bezpośrednio do mnie z tą informacją, jako menadżera zaginionej.
- CEO i tak nam poszedł nieźle na rękę, nie zgłaszając zaginięcia... - mruknął Sungyeol.
- Dużo ryzykowaliśmy... - dodał cicho Sungjong. - On zresztą też.
- Ale... kto w takim razie za to wszystko odpowiada? - wtrąciła Vicky.
Westchnęłam cicho i machnęłam ręką.
- Teraz, gdy już tu jestem, to nie ma znaczenia.
Wszyscy spojrzeli na mnie zdumieni.
- Zwariowałaś? Mogłaś zostać... no naprawdę wiele złego mogło Cię spotkać. Nie wiadomo, czy znów czegoś nie spróbuje. - oburzył się Sunggyu.
Pokręciłam głową i uśmiechnęłam się uspokajająco.
- Nie zrobiłby mi krzywdy. On... po prostu chciał mojej uwagi. - szepnęłam.
Nikt nie wydawał się zrozumieć mojej aluzji, jedynie Kyane patrzyła na mnie z zamyśloną miną.
- Powinnaś odpocząć. - powiedziała nagle. - Wiele przeszłaś.
- O tak. Marzę o spokojnej kąpieli i posiłku przygotowanym przez Nalę, ale... jest jeszcze jedna ważna kwestia. - zamilkłam na moment i spojrzałam na Sunggyu. - Gdzie jest Hoya?
Nastała cisza.
 Nagle wszyscy wydawali się zmieszani, nikt nie wiedział co zrobić i jak się zachować. Patrzyłam na lidera wyczekująco. Ten przygryzł dolną wargę, podrapał się w tył głowy i uśmiechnął nieśmiało.
- Nie może się za bardzo ruszać. Jest w swoim pokoju. Ma cały czas leżeć, jak najwięcej odpoczywać.
Moje oczy aż zalśniły pełne radości i ulgi. Wstałam z kanapy i klasnęłam w dłonie.
- To świetnie. Ten kretyn jeszcze nie wysłuchał mojego kazania, więc od razu pójdę i go zdzielę w łeb. - stwierdziłam i nie zważając na przekrzykiwania towarzyszy, wyszłam z apartamentu, kierując się do drugiego, w którym mieszkali członkowie zespołu Infinite. Słyszałam za sobą głos Gyu, Kyane i Nali, oraz Myungsoo, którzy podążyli moim śladem.
- O jezu, nie martwcie się. Postaram się opanować, żeby go nie zestresować. - burknęłam, machając lekceważąco ręką.
Kiedy znalazłam się w ich apartamencie, nie zdjęłam znów butów. To było najmniejsze zmartwienie. Poszłam od razu do pokoju, w którym leżał Hoya. Aż wstrzymałam oddech, gdy zobaczyłam go siedzącego na łóżku i oglądającego coś na tablecie. Zdjął słuchawki, gdy wyczuł czyjąś obecność i zerknął na mnie. To było dziwne uczucie, gdy nasze spojrzenia się spotkały. Zmarszczyłam brwi i ruszyłam w stronę łóżka.
- Mam nadzieję, że masz jakieś dobre wytłumaczenie i, że więcej tak absurdalny pomysł nie wpadnie Ci do głowy. - zaczęłam swym oskarżycielskim tonem głosu.
Hoya patrzył na mnie zdezorientowany i co jakiś czas ruszał niemrawo ustami, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie dawałam mu dojść do słowa.
- Czy Ty zdajesz sobie sprawę z tego, jak wszyscy się martwili? Lecisz jak ten kretyn, do pierwszej lepszej taksówki i bum! A potem stres i wypadanie włosów, więc jeśli któryś z chłopaków będzie łysy, to tylko i wyłącznie przez Ciebie!
- Przepraszam, ale... - zaczął niepewnie Hoya. Posłał mi jeden ze swych ciepłych uśmiechów i przechylił głowę w pytającym geście. - Ale kim Ty jesteś?
Zamrugałam zdezorientowana, po czym zmarszczyłam brwi.
- Ha, ha, ha. Bardzo śmieszne, Hoya. - mruknęłam sarkastycznie.
- Nie rozumiem? Co jest zabawnego w tym, że chcę wiedzieć kim jest kobieta, która postanowiła mnie zjechać z góry na dół?
To zdecydowanie był Hoya. Sposób w jaki mówił o tym świadczył. Coś jednak było nie tak.
- Angie... - usłyszałam cichy szept Sunggyu, który właśnie wszedł do pokoju. W drzwiach za nim, stała Nala i Kyane.
- Angie? To ta dziewczyna, o której mi opowiadaliście? - spytał zaciekawiony Hoya, który przyjrzał mi się uważnie, jakby widział mnie po raz pierwszy. - No nie powiem, nie wygląda źle, ale... jakoś nie chce mi się wierzyć, żebym się w niej zadurzył. Jest okropnie pretensjonalna, to jak zakochać się w Tobie, Hyung. - dodał żartobliwie, kierując te słowa do Gyu, jednak nikomu w pomieszczeniu nie było do śmiechu, zwłaszcza mnie.
- S-słucham...? - wyszeptałam.
- Angie... - zaczął znów Gyu swym miękkim głosem. Położył dłoń na mym ramieniu, zaciskając na nim palce, jakby w obawie, że ucieknę, gdy usłyszę, co ma mi do powiedzenia. - Widzisz... wypadek nie był na tyle poważny, by uszkodzić jego organy wewnętrzne, nie miał też jakichś wielkich złamań, drobne urazy, poza jednym... - tu zawiesił głos i spojrzał na tancerza, który machał porozumiewawczo do Nali i Kyane. - Poza urazem mózgu. Uderzył dość mocno głową, co spowodowało amnezję. Lekarze mówią, że jest ona trwała, że... nie przypomni sobie tego, co było w przeciągu kilku ostatnich miesięcy.
Zachwiałam się i już wiedziałam, czemu Sunggyu mnie trzymał za ramię. Pochwycił mnie w pasie, by pomóc ustać na nogach. Spojrzałam jeszcze raz na Howona, nagle rozumiejąc, co jeszcze mi nie pasowało. Jego oczy. Błyszczały i tryskały radością, jak zawsze, ale nie miały w sobie tego ciepła, z którym zawsze na mnie spoglądał.
Hoya... mnie nie pamiętał.






~






To był najgorszy początek nowego roku, jaki mogłam sobie zamarzyć. Nie potrafiłam pogodzić się z tą myślą.  Gdy wróciłam do swojego apartamentu, TASTY już nie było, jedynie członkowie Infinite, którzy zmarkotnieli, widząc wyraz mojej twarzy.
- Może... może pamięć mu wróci... w końcu na takie rzeczy potrzeba czasu. - szepnął Woohyun pokrzepiająco i zdobył się na delikatny uśmiech.
- Poznamy się od nowa. - skwitowałam i westchnęłam cicho.
Może to kara za moje zwlekanie? Nie zgodziłam się na bycie z Howonem, mimo swojej rozmowy z Sunggyu. Właściwie, nie było okazji, by poruszyć z Hoyą ten temat. Teraz, mogę sobie dać na wstrzymanie. Czy to miał być test? Czy los chciał w ten sposób sprawdzić, jak szczere było uczucie, którym się darzyliśmy? Czy mogłam go w sobie rozkochać od nowa? Pomasowałam skronie, zastanawiając się, czy w ogóle tego chcę. Uciekałam przed uczuciami do niego, teraz miałam okazję w takiej sytuacji pozostać, tak jak zawsze tego chciałam. Powinnam starać się odzyskać coś, co odrzucałam? Pokręciłam głową odganiając te myśli. Najpierw muszę z nim znów nawiązać jakąkolwiek relację. Do czegoś bliższego było nam daleko.
- Odpocznij. To był długi dzień... - szepnęła Nala, kładąc dłoń na mym ramieniu.
Pokiwałam głową, postanawiając pójść za jej radą.






~





Kyane nie dawała spokoju sytuacja ze stalkerem. Dlatego kilka dni po powrocie Angie, umówiła się na spotkanie z Doojoonem, w kawiarni wytwórni Cube.  Kiedy weszła do środka, mężczyzna od razu pomachał do niej dłonią, tym samym wskazując miejsce. Dziewczyna przywitała go uśmiechem, podchodząc do stolika. Zdjęła płaszczyk, przewiesiła go przez krzesło i usiadła na przeciwko mężczyzny. Zamówiła herbatę, gdy podeszła do nich kelnerka i spojrzała na Doojoona, wyraźnie zmieszanego tym spotkaniem.
- Są pewne kwestie, które musimy sobie wyjaśnić. - powiedziała spokojnie, a zarazem łagodnie.
Nie chciała go wystraszyć.
- Jasne, nie ma problemu. Wiesz, że zawsze chętnie pogadam. - odparł pogodnie wokalista i upił łyk kawy.
- Więc wyjaśnisz mi, dlaczego zostawiłeś samochód w środku nocy na parkingu planu filmowego?
To pytanie zaskoczyło mężczyznę, aż zachłysnął się swym napojem i musiał odkaszlnąć. Zamrugał lekko załzawionymi oczami i spojrzał ze zdumieniem na dziewczynę.
- N-nie rozumiem? - wydukał zmieszany.
Kyane westchnęła i pokręciła głową.
- Bez wykrętów, dobrze? Ja Cię o nic nie oskarżam, ja po prostu... Chcę wiedzieć, co sprawiło, że podjąłeś taką decyzję. - zapewniła i zamilkła, gdy kelnerka przyniosła jej zamówienie. Kyane uśmiechnęła się w geście wdzięczności i posłodziła otrzymaną herbatę. - Zrozum, że nikt nie uwierzy w historyjkę o zostawionym na planie telefonie, czy innej jakiejkolwiek rzeczy. Dziwne, byś zechciał pojechać po nią w środku nocy, skoro następnego dnia i tak miałeś zjawić się na planie. Co ważniejsze... - zawiesiła głos i upiła ostrożnie łyk swego napoju, który wcześniej podmuchała. - Wiedziałeś, że Lee Joon jest w Japonii, mimo, iż nikt nie miał z nim kontaktu przez ostatnie kilka dni. Nie zgłosiłeś też kradzieży auta, a przecież od razu powinno się to zrobić.
- Uch... J-ja...
- Chcę to wyjaśnić, ale tylko między nami. Ta sprawa ma swoje drugie dno i muszę je zrozumieć.
Doojoon westchnął i rozejrzał się po kawiarni. W pomieszczeniu było mało osób, to była dobra pora na takie spotkanie. Wrócił spojrzeniem do swej rozmówczyni i pokiwał głową.
- Napisał do mnie maila jakiś człowiek. Nie wiem, kto to, ale... wysłał pewne zdjęcia, które nie mogą ujrzeć światła dziennego. W zamian za milczenie, miałem spełnić jedną jego prośbę.
Kyane skinęła głową, gdy wszystko zaczynało układać się w jedną całość.
- Zostawić samochód na planie filmowym, z kluczykami w środku.
Doojoon westchnął znów.
- Tak. - przytaknął i zamilkł na krótki moment, by znów kontynuować. - Myślałem, że więcej się nie skontaktuje. Miałem nie zgłaszać nic na policję, taki był warunek. Tylko, że odezwał się całkiem niedawno...
Kyane zmarszczyła brwi i przechyliła głowę w pytającym geście.
- Twierdził, że jest jeszcze jedna, ostatnia rzecz, którą muszę zrobić. Uprzedzał, że ktoś z was może do mnie zadzwonić. Miałem znaleźć jakąś wymówkę na temat swego samochodu, który był na parkingu w nocy.
- Huh...? Więc... dlatego wymigiwałeś się od odpowiedzi?
Doojoon pokiwał głową i poczochrał się po włosach zdegustowany.
- Nie lubię tak okłamywać znajomych. To głupie. Bałem się, że poplączę się w tym wszystkim, więc... wolałem szybko zakończyć tę rozmowę.
- Skąd wiedziałeś, że Lee Joon jest w Japonii?
- Wysłał mi wiadomość w dniu, gdy zostawiłem samochód na planie. Napisał coś o pogodzie, że przeprasza za nieobecność podczas kręcenia dramy i, że przez niego to się przedłuża. Tyle.
Dziewczyna chwyciła się za podbródek, popadając w krótką zadumę.
- Nie miałeś pewności, co będzie z Twoim autem...
- Wiem, uznałem, że odczekam kilka dni i w ostateczności zgłoszę kradzież. Na szczęście, Lee Joon zadzwonił kilka dni temu i mówił, że auto jest w jego okolicy. To było dziwne, ale przynajmniej ten facet już do mnie nie pisze.
Kyane pokiwała głową na znak zrozumienia. Nie wspomniała mu, dlaczego auto było właśnie w takim miejscu. Doojoon wydawał się zdystansowany do tej sprawy, nie chciał wiedzieć więcej, a ona nie zamierzała dodawać mu informacji, skoro ich nie potrzebował.






~





- Mówiłam Ci, że to nie ma znaczenia. - powiedziałam po raz kolejny do Kyane, która szła za mną przez salon, aż do mojego pokoju.
- Jak to? Przecież... to ewidentny znak, że odpowiada za to osoba z naszego otoczenia. Wiedziała zdecydowanie zbyt wiele, znała różne szczegóły, które staraliśmy się zachować w tajemnicy i...
- Kyane. - przerwałam jej stanowczo. Zatrzymałam się i spojrzałam na nią, posyłając ciepły uśmiech. - Doceniam fakt, że wyczułaś drugie dno tej sprawy i odkryłaś powiązanie Doojoona ze stalkerem, ale ja już podjęłam decyzję. Temat tego człowieka jest dla mnie zamknięty i chcę, byś poszła za moim przykładem. Dobrze?
Poczekałam na potaknięcie ze strony dziewczyny, które przyszło po chwili, choć z niechęcią. Naprawdę nie miałam zamiaru wskazywać stalkera palcem. I miałam ku temu swoje powody.






~


 



Następne miesiące były dla mnie koszmarem. Nie potrafiłam porozumieć się z Howonem, który wrócił już do obowiązków idola. Wydawał się taki, jak wcześniej. Żartował, dokuczał, śmiał się i robił te swoje charakterystyczne miny, ale ja nie umiałam nawiązać z nim wspólnego języka. Każda próba rozmowy kończyła się kłótnią, głupią wymianą komentarzy i rozdzielaniem nas.
- Nie rozumiem, co ja w Tobie widziałem. Jesteś irytująca i impulsywna. Nie powiem, to całkiem podniecające, ale Ty się zachowujesz tak przez cały czas. To zdecydowanie za dużo dla mnie. - wygarnął mi Hoya, po raz kolejny.
To bolało, przynajmniej na początku. Teraz jednak czułam się dziwnie przyzwyczajona i co więcej, musiałam przyznać mu rację.
- Hej, to było niepotrzebne. - stwierdził Myungsoo.
Zerknęliśmy na niego. Między nas dwoje zawsze wchodził właśnie on, lub któraś z dziewczyn. Rzadko kłóciliśmy się przy Sunggyu, bo reagował na to najgorzej i najgłośniej.
    - Nieważne. - mruknęłam.
Postanowiłam unikać konfrontacji z Hoyą. Przyszło to całkiem łatwo, biorąc pod uwagę ich przygotowania do comebacku, który zaplanowany był już na maj. Spotkania z zespołem ograniczyły się więc do minimum. Główny tancerz rzucił się w wir przygotowań. Powróciła na pewno jego pasja do tańca, śpiewu czy aktorstwa. Spędzał długie dnie i noce na treningach, czy z zespołem czy samemu. Nie tylko oni mieli swoje obowiązki. Nala jako stylista, ja jako aktorka, czy Kyane jako mój menadżer. Wszyscy mieli swoje zajęcia i sprawy do załatwienia. Nawet Tasty rzadko pojawiało się w komplecie. Nie, Daeryong w ogóle przestał przychodzić i choć Nala cieszyła się z wolnej kanapy i czystego mieszkania, tak w głębi serca martwiła się o brata swego chłopaka.
- Ma jakieś ważne sprawy do załatwienia. Nie wiem dokładnie o co chodzi, ale na pewno wszystko z nim w porządku. - zapewniał ją Soryong, choć zawsze z dziwnie zbolałą miną, jakby coś jednak było na rzeczy, ale nie chciał o tym mówić.
Nikt więc nie pytał.
Trudno było o śmiech i energię, która łączyła nas wszystkich wcześniej. Jedyne osoby, które potrafiły wprowadzić jeszcze odrobinę radości i pozytywnej atmosfery to Dongwoo i Vicky. Ich teksty, sytuacje czy próby zrobienia jakiegoś kabaretu podczas niewielu już wspólnych posiłków, pozwalały nam wrócić wspomnieniami do dawnych chwil.
Tylko nikt nie przygotował nas na to, co miały przynieść kolejne dni.





~





Stałam w przedpokoju, opierając się plecami o ścianę. Słyszałam szloch mojej przyjaciółki i uspokajającego ją Soryonga, który trzymał ją zapewne w swych ramionach, głaszcząc po głowie. Nie miałam zamiaru im przeszkadzać w tym pożegnaniu. Wiedziałam, że cokolwiek mają sobie do powiedzenia, jest poza mną, Poza tym, przyjaciółka i tak opowie mi większość szczegółów, gdy obaj bracia już wyjdą.
- Czy naprawdę musicie wyjeżdżać...? - spytała Nala, nie panując nad łzami, które spływały jej po policzkach.
- Nie zostawię go samego. Jesteśmy rodziną. Mamy tylko siebie. On mnie potrzebuje. Ostatnio dziwnie się zachowuje. Zamknął się w sobie... Martwię się o niego. - tłumaczył Soryong, którego głos wydawał się przepełniony tą samą rozpaczą, co jej własny.
- Ja to wszystko słyszę. - mruknął Daeryong, choć nie wydawał się czuć niezręcznie przez to, co mówił jego brat. - Ale dam wam najwyżej chwilę dla siebie. - dodał, widząc karcące spojrzenie brata i wyszedł z salonu, przechodząc do przedpokoju.
Nie odezwał się do mnie, chciał po prostu wyminąć i odejść bez pożegnania. Milczałam, dopóki nie dotarł do drzwi.
- Więc tak zamierzasz to rozegrać? - spytałam nagle, zmuszając go do zatrzymania się. Podniosłam wzrok i spojrzałam na chłopaka. - Ucieczka, tak? Podobno to ja jestem specem w tej dziedzinie.
- Uczę się od mistrza. - mruknął, stojąc tyłem do mnie.
Soryong i Nala byli zajęci sobą. To były ostatnie ich chwile, nim bracia wyjadą na stałe do Chin, nim opuszczą wytwórnię i zatracą kontakt z tymi, których tu poznali.
- Zaraz po jej urodzinach? Jesteś wyjątkowo podły, wiesz?
Zacisnęłam dłonie w piąstki. Byłam wściekła na Daeryonga za to, że właśnie kilka dni po urodzinach mojej przyjaciółki wyskoczyli z takim tekstem. Początek wiosny, który powinien zwiastować nadzieję i nowe życie, okazały się przynieść myśl o rozstaniu.
- Ja mu nie kazałem wyjeżdżać razem ze mną. To była jego decyzja. - odparł chłopak i wsunął dłonie do kieszeni spodni. Obrócił się bokiem do mnie, zerkając w moją stronę.
- Żartujesz, prawda? Soryong nie puściłby Cię samego. Nawet, jeśli miałby zranić Nalę, poszedłby za Tobą. Rodzina wiele dla niego znaczy.
- To chyba jego problem, nie mój, prawda?
Jego oschłość irytowała mnie coraz bardziej. Emanował tak negatywną energią, że z trudem się powstrzymywałam od powiedzenia czegoś więcej. Chłopak przymknął powieki i zamilkł na dłuższy moment, by w końcu znów się odezwać.
- Dlaczego im nie powiedziałaś?
Drgnęłam mimowolnie słysząc jego szept. Miał mi za złe? Nie dziwiłam się, jeśli nie rozumiał mojego postępowania. Rozluźniłam nieco palce u swych dłoni i zrobiłam dwa kroki w jego stronę.
- Dlaczego nie zgłosiłaś tego na policję?
- A była potrzeba?
- Dziewczyno, zostałaś porwana. Szantażowana. Ty i dwie inne osoby. Takie rzeczy się zgłasza. - odparł oburzony moim, głupim w jego mniemaniu pytaniem.
- Jak wspomniałam podczas dnia mojego powrotu... Nie zrobiłby mi krzywdy. Chciał mojej uwagi. Czuł się odrzucony. To ja byłam winna jego zachowania.
Chłopak parsknął śmiechem słysząc moje stwierdzenie. Pokręcił głową, wyraźnie rozbawiony.
- Wzięłaś pod uwagę, że mógł być po prostu jakimś wariatem? Co jeśli jednak zrobiłby Ci krzywdę?
- Nie zrobiłby tego.
Byłam pewna swych słów i zamierzałam bronić tej tezy. Chłopak podszedł do mnie i nim zdążyłabym zareagować, chwycił mnie za ramiona i przycisnął do ściany. Wykorzystał fakt, że Nala i Soryong nas nie słyszeli i nie widzieli. Uśmiechnął się zaskakująco ciepło, choć tajemniczo i zbliżył swą twarz, tak, że czułam jego oddech przy swym uchu.
- Pozostawisz go na wolności? Co jeśli znów zaatakuje? Co jeśli jednak zrobi coś, czego byś nie chciała? - dopytywał szeptem, wprost do mego ucha.
Zadrżałam pod wpływem tej bliskości i odwróciłam wzrok.
- Tym razem będę przygotowana.
Daeryong milczał, przyglądając mi się uważnie. W końcu puścił mnie i odsunął się na bezpieczną odległość, znów wciskając ręce wgłąb swych kieszeni.
- Nie martw się. Nie będzie następnego razu. - skwitował i ruszył w stronę drzwi, machając jeszcze ręką na pożegnanie. - Nie mam już nic takiego w planach.
Nie czekał na moją reakcję, po prostu wyszedł, zostawiając mnie samą w przedpokoju. Nie zdążyłam mu powiedzieć jeszcze jednej ważnej kwestii, ale nie miałam zamiaru za nim biec. Dopilnuję jednak, by moje ostatnie słowa dotarły do niego, tak, jak tego chciałam.
Zamrugałam, gdy zobaczyłam Soryonga, który zjawił się w przedpokoju. Był zawiedziony, wyraźnie przybity, nie wspominając o jego zaczerwienionych od łez oczach. Pożegnał się ze mną i nim wyszedł, zawołałam go jeszcze. Chłopak spojrzał na mnie pytająco, trzymając dłoń na klamce.
- Powiedz bratu, że mu wybaczam.
- Huh? - wydukał zdezorientowany Soryong i uniósł brwi w oznace zdziwienia. - Nie rozumiem?
Uśmiechnęłam się w odpowiedzi.
- Nie musisz. On będzie wiedział. - odparłam ciepło.
To był ostatni raz, gdy widziałam Dragon Twins.











___________________________________________________________
A Wy? Jakie są wasze teorie i wrażenia? Podejrzewaliście, że sprawa ze stalkerem tak się rozwiąże? Mieliście własne typy? 
Chętnie poznam wasze teorie! 
_________________________________________________________________




Moja częstotliwość dodawania czegokolwiek na blogach woła o pomstę do nieba, wiem. Ale tak jak mówiłam, nie zapomniałam o tym miejscu, a zresztą Nala i Vicky nie pozwoliły mi na to. Duża zasługa z ich strony, bo męczyły mnie o to długi czas.
W moim życiu prywatnym wiele się dzieje. Przez ostatni czas, zwłaszcza. Najpierw praca, powrót na studia, w międzyczasie odejście Howona z Infinite, sprawa z Jonghyunem, która bardzo zabolała i inne sprawy prywatne, które wywracają życie do góry nogami. 
O blogu nie zapomnę, chcę chociaż kiedyś skończyć jedno opowiadanie z tych wielu, które pisałam w życiu. Choćbym miała je pisać przez dziesięć lat. xD
Liczę, że są osoby, które wciąż pamiętają o tym miejscu i zaglądają od czasu do czasu.
Dziękuję wszystkim, którzy mnie w tym pisaniu wspierają, a także tym, którzy czytają!
Odmeldowuję się!
Do następnego razu! 
<3